R.pr. Andrzej Dramiński: Auschwitz był wyłącznie niemiecki

Sprawy, gdy niszczono narody mają charakter uniwersalny

Kazimierz Michał Ujazdowski, Senator Rzeczypospolitej Polskiej

Tak, chodzi o ten obóz, którego pierwotną nazwę, podaje rzecznik prasowy Muzeum jako: Auschwitz-Birkenau, obóz koncentracyjny Konzentrationslager Auschwitz, KL Auschwitz. „KL” to pierwsze litery: „K” od „Konzentration” i „L” od Lager. Obecnie przyjęto określenie: „były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady”.

„Zmycie win” i przerzucanie odpowiedzialności

Cała podłość manipulacji niemieckich mediów (i kto jeszcze za tym stoi?) polega na tym, że obóz z wyłącznie niemieckimi określeniami miejsca jak „Auschwitz”, czy „Birkenau” można było nazwać „polskim obozem zagłady”. Należy zadać pytanie i trzeba je bez przerwy powtarzać: na czym miałoby polegać, że to „polski”? Bo nikt z niemieckiej strony, ani media, ani żaden niemiecki polityk, czynniki rządowe tego nie wyjaśnił do tej pory? A tu jest jeszcze jedno zagadnienie. Otóż miasto Oświęcim nigdy nie nazywało się inaczej jak Oświęcim, nawet podczas zaboru austriackiego. A jak wiadomo Austriacy posługują się językiem niemieckim. Nazwa „Auschwitz” na określenie tego miasta była używana tylko i wyłącznie podczas okupacji niemieckiej. W żadnym wypadku inaczej. Wniosek nasuwa się oczywisty: jak „Auschwitz” to jednoznacznie potwierdza to, że musiał to być „niemiecki obóz”, gdy rządzili tu Niemcy. Za proste? Za oczywiste? To skąd pod tylu lat konieczność prostowania tak wyjątkowo bezczelnych kłamstw. Pierwszy transport 728 więźniów polskiej inteligencji w ramach akcji AB niszczenia jej przybył tu 14 czerwca 1940 r. Byli to gimnazjaliści, studenci, wojskowi z kampanii wrześniowej, prawnicy, nauczyciele, robotnicy. Tego dnia Niemcy zajęli Paryż. Dla wszystkich było ważne to, co na Zachodzie, nie tu.

Czy to chęć zmycia z siebie win? Nie, nie tylko „zmycia”, bo jeszcze przerzucanie odpowiedzialności na Polaków, którzy od czerwca 1940 r. byli tam osadzani, cierpieli, mordowano ich. I nie tylko oni przecież, bo głównie ludność żydowska, ponad 1.000.000 istnień ludzkich tylko tej narodowości, w tym i dzieci, aż do samego końca. Do wejścia Armii Czerwonej na teren obozu Auschwitz-Birkenau 27 stycznia 1945 r. Na początku tego roku mieliśmy międzynarodowe obchody 80 rocznicy wyzwolenia obozu. Światowe wydarzenie z udziałem polityków i przywódców najważniejszych, najwyższej rangi: Polska-Prezydent Andrzej Duda z Małżonką Agatą Kornhauser-Dudą, Belgia-Ich Królewskie Mości Król i Królowa Belgii, Premier Alexander De Croo, Czechy-Prezydent Petr Pavel, Dania – Ich Królewskie Mości Król i Królowa Danii, Premier Mette Frederiksen, Finlandia-Prezydent Alexander Stubb, Francja-Prezydent Emmanuel Macron, Hiszpania-Jego Królewska Mość Filip VI król Hiszpanii, Jej Królewska Mość Królowa Letycja, Izrael-Minister Edukacji Yoav Kisch, Kanada-Premier Justin Trudeau, Litwa – Marszałek Sejmu Saulius Skvernelis, Niderlandy – Jego Królewska Mość Willem-Alexander, Jej Królewska Mość Maxima, Jej Królewska Wysokość księżna Oranii Księżniczka Amália, Premier Dick Schoof, Niemcy-Prezydent Frank-Walter Steinmeier, Kanclerz Olaf Scholz, Norwegia-Jego Królewska Wysokość Następca Tronu Książę Håkon, Premier Jonas Gahr Støre, Nowa Zelandia-Szef Misji, Chargé d’affaires Tom Fitzsimons, Stany Zjednoczone-Steve Witkoff, specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód, Suwerenny Zakon Maltański-Wielki Mistrz, Fra’ John Dunlap, Szwajcaria-Prezydent Karin Keller-Sutter, Szwecja-Jej Królewska Wysokość Księżna Koronna Wiktoria, Marszałek parlamentu Andreas Norlén, Premier Ulf Kristersson, Ukraina- Prezydent Wołodymyr Zełenski, Watykan-Nuncjusz Apostolski w Polsce Arcybiskup Antonio Guido Filipazzi, Węgry-Prezydent Tamas Sulyok, Włochy-Prezydent Sergio Mattarella, Zjednoczone Królestwo-Jego Królewska Mość Król Karol III, Komisja Europejska-Komisarz Valdis Dombrovskis, NATO-Zastępca Sekretarza Generalnego Radmila Šekerinska, Organizacja Narodów Zjednoczonych-Podsekretarz Generalna ds. Politycznych i Budowania Pokoju Rosemary DiCarlo, Parlament Europejski- Przewodnicząca Roberta Metsola, Rada Europejska Przewodniczący António Costa, Rada Europy-Zastępca Sekretarza Generalnego Bjorn Berge

I jeszcze jedno. O czym się w zasadzie nie pisze mając na uwadze to bezczelne kłamstwo. Armia Czerwona nie mogła wyzwalać „polskiego” obozu, gdyż formalnie (no właśnie „formalnie”, a jaka była twarda rzeczywistość?) byliśmy sojusznikami w walce z nazistowskimi Niemcami. Jak widać kłamstwo, nawet najbardziej bezczelne, bardzo, bardzo szybko okazuje się zwykłym, propagandowym śmieciem. Choć jedna strona stara się powoływać na udawane, nie mające waloru wiarygodności argumenty.

Dlaczego wymieniam wyżej tyle tak ważnych postaci? By pokazać jaka jest siła manipulacji i kłamstwa. Tyle najważniejszych postaci ze świata z polityki, koronowane głowy, skoro przybyły to wiedzą, co tu się działo? To dlaczego wciąż od 110 do 130 razy na całym świecie powtarza się bezczelne kłamstwo „polskie obozy zagłady”(polnische Vernichtungslager)? Czyli jak twierdzą pracownicy polskiego MSZ-powtarza się gdzieś na świecie co trzeci dzień.

Jeśli okupowany, to nie „polskim obszar”

Niemiecki sposób myślenia ujawniła pracownica ZDF podczas sprawy sądowej w Moguncji (Mainz) powiedziała, że było jej „przykro” z powodu tego rażącego błędu. Uzupełniła z własnej woli, że być może stąd pojawiło się „polskie” (polnische), gdyż był to obóz na „polskim obszarze” (polnische Gebiet). Zapewne nie wie, że w czasie II wojny światowej Polska była okupowana i nie mogło być polskiego obszaru. Niemcy dlatego urządzili obóz w Auschwitz, który był za rzeką Sołą na terytorium niemieckiego Generalnego Gubernatorstwa (czyli też nie polski obszar). Ale było to dobre miejsce, bo leżało tak blisko Rzeszy Niemieckiej, na czym Niemcom zależało. A Polski nie było na mapie!

Niemiecka publiczna stacja ZDF na różne redakcje. Te historyczne to właśnie zbyt często przedstawianie swojego punktu widzenia. To tam powstał film: „Nasze matki, nasi ojcowie (Unsere Mütter, unsere Väter), pełny nieprawdy, przekłamań, „ichniego”, ale spreparowanego spojrzenia na historię. To w nim Armię Krajową przedstawiono jako antysemitów. I nie tylko. Ponadto ZDF ma swoje agencje, jak na przykład ARTE. Jest tu także kapitał francuski, ale na procesie starano się ukryć, że przede wszystkim niemiecki. To z ARTE pochodził tekst, który mocno dotknął Pana Karola Tenderę. Podczas procesu niemieccy redaktorzy tłumaczyli, że powstał on we francuskiej (sic?) agencji, a ZDF to wrzuciła na swoją stronę internetową bez czytania tekstu w ogóle? Każdy, kto choć na chwilę zetknął się z pracą redaktorską wie, że praca nad każdym bez wyjątku tekstem polega na wielokrotnym czytaniu go, zanim finalnie może być opublikowany. Kłamstwo za kłamstwo.

I jeszcze jedno. Na konferencji w Parlamencie Europejskim w Brukseli (o czym poniżej) dowiedzieliśmy się, że w niemieckich szkołach uczą historii modułami. Czyli na przykład II wojna światowa podzielona jest na poszczególne części, które się wybiera. Z tego wynika, że można mieć maturę, a nigdy w szkole nie słyszeć o Auschwitz?!

Jest jeszcze jedno „ale”

Od strony prawnej jest wiele komplikacji. Niezmiennie od lat i z należnym profesjonalizmem i niezwykłą wytrwałością sprawami „polskich obozów zagłady”, „polskich obozów śmierci” zajmują się prawnicy z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Lech Obara i Współpracownicy z Olsztyna. Przy czynnym wsparciu olsztyńskiego Stowarzyszenia „Patria Nostra”. Jedną z nich było występowanie w imieniu pana Karola Tendery, byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Sprawa przed polskim sądem została wygrana. Sąd Apelacyjny w Krakowie 22 grudnia 2016 r. wyrokiem nakazał przeproszenie byłego polskiego więźnia. Jednak pozwana, niemiecka publiczna stacja telewizyjna II program (Zweites Deutsches Fernsehen) była zobowiązana orzeczeniem do zamieszczenia całostronicowego zobowiązania na pierwszej stronie internetowej. Tymczasem zamieściła tam tylko w ramce zapowiedź, a cały tekst był ukryty dalej. Nie każdy chciał sięgać gdzieś tam daleko. Wyrok nie był wykonany. Prawnicy z Olsztyna nie ustępowali, ale Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe stwierdził, że nie będzie powtórzenia przeprosin, co byłoby zgodne z polskim orzeczeniem, ale stanowiłoby to: uwaga! „naruszenie wolności słowa”. To dopiero prawne curiosum.

Karol Tendera w rozmowie z Polskim Radiem nie krył zaskoczenia:

-To jest paranoja, jestem tym sfrustrowany i zbulwersowany. Usiłują fałszować polską historię. To jest gest, który niszczy dobre stosunki między naszymi krajami. Będziemy walczyć o słuszność sprawy i prawdę historyczną.

Ale skutki lepsze, gorsze widać

Wiemy już z praktyki, że w naprawianiu krzywd z powodu bezprawnego używania „polskie obozy” daje jedynie prawo i wszczynanie procesów sądowych. Nie zawsze może efekty są zadowalające, ale skutki, lepsze gorsze, widać. Mimo, że na 80 rocznicę przybyło tylu znamienitych gości, nic nie dały takie publiczne protesty jak wożenie na samochodzie dużego i widocznego banneru: „Auschwitz to obóz niemiecki” po całej zachodniej Europie aż do Wielkiej Brytanii. Dlatego tak ważna jest zmiana procedury w polskim prawie o czym piszę poniżej. Tylko poprzez ścieżkę prawną można coś (niestety często „coś”) uzyskać. Prawo tu się sprawdza. Korzystajmy z tego.

Te sprawy mają charakter uniwersalny

A jeszcze wcześniej ostateczne, przedsądowe wezwanie do opublikowania właściwych przeprosin zostało wystosowane, tym razem w sercu Europy w Brukseli, w Parlamencie Europejskim. Podczas konferencji w dn. 28 marca 2017 r. :„Europa Pamięta. (Europe remembers) W obronie dóbr osobistych byłych więźniów niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i zagłady-aspekty moralne i prawne procesu przeciwko telewizji ZDF i inne przykłady”. Organizatorem był Kazimierz Michał Ujazdowski-eurodeputowany z frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Zaprosił prawników występujących w tych sprawach przed polskimi i niemieckimi sądami: mec. Lecha Obarę, mec. Andrzeja Dramińskiego z kancelarii w Olsztynie i mec. Piotra Dubera, polskiego adwokata pracującego na stałe w Berlinie.

Spotkanie to cieszyło się dużą frekwencją. Prawnicy mówili o uznaniu przez polskie sądy, iż do katalogu dóbr osobistych, który zgodnie z zapisem art. 23 kodeksu cywilnego ma charakter otwarty „w szczególności”, należy zaliczyć takie dobra jak: „tożsamość narodowa”, „godność narodowa”, „godność człowieka”. Ponadto, co uznał Sąd Apelacyjny w Warszawie (piszę o tym poniżej), iż używanie haniebnych określeń, jakoby to obozy były „polskie” prowadzi do naruszenia dóbr osobistych wnuka byłego więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego.

Europoseł K.M. Ujazdowski w swoim wprowadzeniu mówił, iż sprawy te wobec odniesienia do okresu, gdy niszczono narody mają sens uniwersalny. A także olbrzymie znaczenie moralne. Dlatego trzeba także o tym mówić w Parlamencie Europejskim. Jak widać było to już 8 lat temu, ale efekt wciąż jest niewielki. Trzeba do tego wracać. Który z obecnych naszych europosłów zechce(?) to zrobić?

Nie doczekał finalnej sprawiedliwości

Jest jeszcze jedno „ale”. Jak wiadomo procesy w Polsce trwają bardzo długo, za długo. I od lat, mimo zmiany władz po wyborach, to się nie zmienia. Na wszczęcie sprawy cywilnej czeka się od 6 do 12 miesięcy, rodzinnej od 12 do 18 miesięcy, a gospodarczej od 12 do 24 miesięcy. W Polsce sądy powszechne rozpoznają ogromną liczbę spraw, liczoną w milionach rocznie (ponad 14,6 miliona w 2024 r.) niewiele mniej niż w 2023 r., co przekłada się na średnio około 1500 spraw na sędziego. Struktura sądów obejmuje sądy rejonowe, okręgowe i apelacyjne, które zajmują się różnymi rodzajami spraw.

Jeśli obejmują zdarzenia sprzed 80 laty, to wiadomo, że pełna sprawiedliwość nie zdąży przyjść przed śmiercią powoda. Tak się stało w tym wypadku. Pan Karol Tendera zmarł w wieku 98 lat nie doczekawszy właściwego finału swoich krzywd. A jest to szczególnie ważne biorąc pod uwagę z jakimi zarzutami, i nie ukrywajmy, emocjami dana osoba kieruje się do sądu. Może warto wprowadzić w Polsce takie zmiany w procedurze, które znacznie przyspieszą rozpatrywanie tych wyjątkowych spraw, o czym niżej.

I upowszechniać: każdy Polak

W tym miejscu należy wspomnieć o dylemacie dotyczącym tego, czy te postępowania mają dotyczyć tylko więźniów obozów zagłady/koncentracyjnych? Albo, gdy powód, dana osoba jest wymieniona z imienia i nazwiska w konkretnej publikacji. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z marca 2016 r. o sygnaturze: I ACa 971/15 (tu występował niżej podpisany jako pełnomocnik) wyraźnie wskazał, że katalog dóbr osobistych w art. 23 kodeksu cywilnego, gdzie mowa, przy wymienianiu dóbr, jest zapis „a w szczególności” można rozszerzyć o takie dobra jak: „godność narodowa” oraz „tożsamość narodowa”. I wtedy każdy Polak, którego obraża określenie: „polski obóz zagłady/koncentracyjny” może wystąpić z takim pozwem. Warto to podkreślić i upowszechniać: każdy Polak.

Wszczął proces mając 92 lata, dziś ma 100 lat

To ostatnie zdanie dotyczy innego procesu. Spór trwa już od około ośmiu lat. Pan Stanisław Zalewski wystąpił w 2017 r. (mając 92 lata) przeciwko bawarskiemu portalowi Mittelbayerische. Jest on byłym więźniem Auschwitz i prezesem Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Zalewski nie zgadzał się „polski obóz”. Portal użył go w odniesieniu do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. W pozwie złożonym w polskim sądzie domagał się przeprosin oraz wpłaty 50 tys. zł na cel społeczny.

Niemiecka publiczna telewizja SWR 21 marca 2017 r. opublikowała artykuł związany z 75. rocznicą pierwszej deportacji Żydów z Moguncji (Mainz). W jego treści jest następujący fragment: „(…) 25 marca 1942 r. przyjechał tu, do getta Piaski koło Lublina w Polsce, specjalny pociąg kolei Rzeszy z ponad 1.000 Żydów na pokładzie. Kilka tygodni później ci, którzy jeszcze żyli, zostali przewiezieni do polskich obozów zagłady w Majdanku i Sobiborze, gdzie zostali zamordowani.”

Tylko niewprawny dziennikarz, chyba, że jest to zaplanowana akcja, może nie zauważyć, iż chodzi o rok 1942, czyli okres okupacji niemieckiej, a tu zapisano „getta Piaski koło Lublina w Polsce” oraz, co jeszcze straszniejsze „do polskich obozów zagłady w Majdanku i Sobiborze, gdzie zostali zamordowani.”. Czy miałyby oznaczać, że w 1942 r. Polacy mordowali Żydów w polskich obozach koncentracyjnych? Przecież to jest oczywista nieprawda historyczna. Polska była wtedy okupowana przez Niemców, obozy mogły być i faktycznie były tylko i wyłącznie niemieckie. Takie oczywiste kłamstwa nie mogą się ostać w żaden sposób.

To nie wszystko. Publiczna bawarska stacja radiowa B5aktuell jest częścią Bayerischer Rundfunk. Przedstawiając 23.03.2017 r. książkę niemieckiego historyka Stephana Lehnstaedt pt. „Sedno holokaustu” odwołano się do sformułowania: „Historyk Stephan Lehnstaedt opisuje w swojej książce systematyczny, bestialsko i perfekcyjnie zorganizowany mechanizm morderstwa dokonanego w polskich obozach zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince.” Niemcy połapali się o co chodzi i zmieniono powyższe określenia na „niemieckie narodowosocjalistyczne obozy zagłady”. Ale żadnej informacji prostującej, ani przeprosin!

SWR owszem przeprosiła. Z tym, że konieczne były polskie dyplomatyczne zabiegi. A że coś się zmieniło można zobaczyć wyłącznie wtedy, gdy ponownie otworzy się ten sam artykuł. Tylko kto to robi? Kto wchodzi ponownie w to, co już przeczytał? A może to taka dziennikarska „sztuczka” by prostować, a zarazem tego nie robić. I nie tylko czytelnika, ale także zainteresowanych tematem w ten sposób „podpuszczać”?

Nie można przed polskimi sądami?

Pełnomocnicy niemieckiego portalu zakwestionowali kompetencję polskiego sądu do rozpoznania sprawy, wskazując, że proces powinien toczyć się w Niemczech. Gdy sprawa trafiła po raz pierwszy do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sąd skierował pytanie prejudycjalne (wstępne przed właściwym, rozpoznaniem sprawy) do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Z wyroku TSUE z czerwca 2021 r., wynikało, że obywatel polski nie może przed polskimi sądami dochodzić roszczeń za użycie zwrotu o „polskich obozach” w niemieckich mediach, jeżeli nie został w nich wymieniony z nazwiska.

Po orzeczeniu TSUE Sąd Apelacyjny, powołując się na to rozstrzygnięcie, jeszcze w lipcu 2021 r. odrzucił pozew Stanisława Zalewskiego (czyli zamknął drogę do rozpoznania jej dalej), uznając, iż powinien on zostać wniesiony do sądu w Monachium. W praktyce oznaczało to, że kwestia, czy polskie sądy w ogóle mają jurysdykcję w podobnych sprawach, zablokowała merytoryczne rozpatrzenie pozwu o użycie sformułowania „polskie obozy zagłady”. Z naszego punktu widzenia jest to w ogóle nie do przyjęcia i naszej zgody. Prawo nie może tak działać, że zamyka całkowicie i nieodwołalnie ścieżkę do jej rozpatrywania. Z punktu widzenia przeciętnego obywatela to nie tylko niesprawiedliwość, ale i naruszenie zapisu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w brzmieniu:

Art. 45 ustęp 1.Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.

Sąd Apelacyjny drugi raz wypowiedział się

Przed kolejnym etapem postępowania stanowisko w sprawie Zajął Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek, który nie zgodził się z dotychczasowym stanowiskiem Sądu Apelacyjnego całkowicie wykluczającym jurysdykcję polskiego sądu w przypadku roszczeń takich jak zgłoszone przez Stanisława Zalewskiego. W ocenie RPO konieczne było ponowne zbadanie zakresu, w jakim polski sąd może orzekać o skutkach publikacji zagranicznych mediów. Jak podkreśla mecenas Lech Obara wywód myślowy był taki, że publikacja ukazała się na terenie Niemiec, ale gdy powód jest/byłby z innego kraju w Europie, czy dajmy na to z Ameryki Północnej czy Południowej, Azji to pozwane medium wraz z pełnomocnikiem musiało by w te odległe miejsca jeździć, ponosząc pełne koszty. O dobrze, to ma je ponosić pokrzywdzona osoba jeżdżąc do Niemiec? Wynika z tego, że nie wystarczy mieć racji, procedura ma także sprzyjać. A jak nie, to nie ma ścieżki prawnej do dochodzenia własnych, słusznych krzywd? Czyli sama procedura może też krzywdzić?

Rozpoznając skargę kasacyjną byłego więźnia, Sąd Najwyższy w lutym 2025 r. uchylił postanowienie Sądu Apelacyjnego i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. SN wskazał, że orzeczenie TSUE odnosiło się do rozpatrywania całego pozwu, czyli tzw. jurysdykcji pełnej rozumianej jako „orzekanie o całości krzywd i poniesionych szkód”, co nie wykluczało rozpoznania przez sąd krajowy szkody, jaką publikacja mogła wyrządzić na terytorium danego państwa.

W wyniku postanowienia z 26 listopada 2025 r. Sąd Apelacyjny drugi raz wypowiedział się co do zakresu możliwego orzekania w Polsce. Sąd podtrzymał stanowisko, że polski obywatel nie ma prawa domagać się od zagranicznego medium przeprosin ani zakazu dalszych naruszeń za użycie określenia „polskie obozy koncentracyjne”. Jednocześnie SA dopuścił możliwość ubiegania się o zadośćuczynienie pieniężne za naruszenie dóbr osobistych, wskazując, że w tym zakresie polski sąd może posiadać jurysdykcję.

Tak jest to niezmiernie ważki sukces mecenasów: Lecha Obary i Szymona Topy. Pełnomocnicy wywodzą obecnie, że to orzeczenie Sądu Apelacyjnego otwiera drogę do rozpoznania sprawy przed polskimi sądami, choć wyłącznie w zakresie roszczeń majątkowych-pieniężnego zadośćuczynienia. Zwracają uwagę, iż przy rozpoznawaniu roszczenia o zadośćuczynienie sąd i tak będzie musiał zbadać, czy doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w związku z użyciem sformułowania „polskie obozy”.

W efekcie obecnego etapu postępowania spór, czy polskie sądy mają kompetencje do badania pozwów za pomówienia dotyczące „polskich obozów zagłady”, które pojawiły się w zagranicznych mediach, ma szansę na częściowe rozstrzygnięcie w Polsce. Orzeczenie Sądu Apelacyjnego wskazuje, że możliwe jest dochodzenie roszczeń majątkowych, z jednoczesnym wyłączeniem możliwości skutecznego żądania przeprosin od zagranicznego wydawcy.

  Widoki na pełne merytoryczne zakończenie?

wystąpimy o uzasadnienie postanowienia Sądu Apelacyjnego w części dot. odrzucenia pozwu. Po zapoznaniu się z uzasadnieniem zostanie podjęta decyzja o ewentualnym wniesieniu skargi kasacyjnej. Niewątpliwie będzie trzeba wziąć pod uwagę nie tylko aspekt merytoryczny, ale i również praktyczny. Zaskarżenie postanowienia Sądu Apelacyjnego ponownie do Sądu Najwyższego będzie oznaczać, że sprawie nie zostanie nadany bieg również w zakresie roszczenia pieniężnego. Znacznie bowiem oddali w czasie widoki na jej merytoryczne zakończenie. Innymi słowy, będzie trzeba rozważyć, czy poprzestać na kontynuowaniu sprawy chociażby w zakresie żądania zapłaty przez pozwanego kwoty 50.000,00 zł, czy też dalej próbować przekonywać na forum Sądu Najwyższego, że polskie sądy mają jednak jurysdykcję w tego typu sprawach także w zakresie roszczeń o opublikowanie przeprosin i nakazanie zaniechania dalszych naruszeń.

Realny problem zaangażowanych w tę sprawę prawników. Iście hamletowska decyzja, jak działać by osiągnąć najlepszy skutek?

No tak, ale kiedy może nastąpić finał takich działań? Czy skupić się na żądaniu zapłaty wspomnianych 50.000,00 zł, chociaż to i tak żadna, rzeczywista rekompensata.

Pan Stanisław Zalewski 1 października 2025 r. skończył 100 lat i bardzo chciałby doczekać prawomocnego wyroku jeszcze za swojego życia. To również będzie miało wpływ na decyzję co do kontynuacji procesu i jaką ścieżkę trzeba wybrać. Czy dożyje?

Rozpatrzenie ważkiego postulatu pożądane

Powtarza się sytuacja, która dotyczyła Pana Karola Tendery. Czy nie należy tak zmienić procedury w Polsce, by sprawy o to jakże niesprawiedliwe „polskie obozy” wnoszone przez osoby często przy końcu życia, znajdowały się na wokandzie w terminie 7 (najpóźniej 14 dni) od ich zarejestrowania? Porównawczo należy odnieść się do tzw. trybu wyborczego podczas wyborów, gdzie sprawy rozpatrywane są natychmiast. To bardzo istotny postulat, który powinien być jak najszybciej rozpatrzony. I przy włączeniu posłów, senatorów, Rzecznika Praw Obywatelskich i Ministra Sprawiedliwości.

Szybkie podjęcie decyzji, co do zmian w procedurze jest jak najbardziej pożądane. Nie może być mowy o zbędnej zwłoce w podejmowaniu takiej decyzji.

Czas na działanie jest-jak widać-bezcenny.

Andrzej Dramiński/Radca prawny i publicysta