Nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego będzie prowadziła do zakończenia reprywatyzacji w Polsce

Nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego, jeżeli zostanie podpisana przez prezydenta, będzie prowadziła do zakończenia reprywatyzacji w Polsce. To z jednej strony oczywiście dotyczy kwestii reprywatyzacyjnych pokrzywdzonych w wyniku nacjonalizacji za komuny. Z drugiej zaś strony stany prawne ukształtowane na podstawie wadliwych decyzji wywierają dzisiaj często skutki negatywne na niwie społecznej – zwracał uwagę Michał Mosakowski, mecenas z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy”, w piątkowym wydaniu „Polskiego punktu widzenia” na antenie TV Trwam.

Cały artykuł tu: https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-mec-m-mosakowski-nowelizacja-kodeksu-postepowania-administracyjnego-bedzie-prowadzila-do-zakonczenia-reprywatyzacji-w-polsce/

Kolejny sukces naszej kancelarii. Wygrana sprawa frankowa!

Do sądów w całym kraju wpływa olbrzymia ilość pozwów dotyczących kredytów we frankach szwajcarskich. W sprawach „frankowych” nadal jednak istnieje mnóstwo niewiadomych i rozbieżnych interpretacji, które rozstrzygane są przez każdego sędziego we własnym zakresie. Dlatego też część orzeczeń jest przychylna kredytobiorcom, jednak są i takie, które opowiadają się po stronie banków.

Taki korzystny dla kredytobiorcy – a jednocześnie naszego klienta –  wyrok zapadł w dniu 16 czerwca 2021r. przed Sądem Okręgowym w Krakowie I Wydział Cywilny w sprawie o sygn. akt I C 2193/17 o pozbawienie tytułu wykonawczego wykonalności BTE wystawionego przez PKO BP SA z tytułu zawartej przez strony umowy kredytu hipotecznego MIX (kredyt denominowany).

Wydając wyrok Sąd podał następujące motywy:

– brak informacji o ryzyku kursowym,

– po wyeliminowaniu z umowy niedozwolonych postanowień (klauzul walutowych) nie było podstaw do wypowiedzenia umowy kredytu.

zalewski-znaczek-hitle

Polscy więźniowie KL bez prawa do sądu. TSUE stanął po stronie niemieckich dziennikarzy – kłamców o „polskich obozach”!

Jesteśmy zszokowani stanowiskiem TSUE, który dziś w wyroku w sprawie C-800/19 pozbawił polskich obywateli, pokrzywdzonych przez zagranicznych wydawców wypowiedziami typu „polskie obozy” dobrodziejstwa przepisów unijnych pozwalających na dochodzenie roszczeń za naruszenie dóbr osobistych za pośrednictwem Internetu przed sądem, w którym poszkodowany ma swoje „centrum spraw życiowych”, czyli w miejscu zamieszkania.

– Stało się to, czego się obawiałem. Teraz naprawdę wyrokami polskich sądów będę mógł tapetować ściany w swoim mieszkaniu. Albo w siedzibie Związku Byłych Więźniów Obozów Zagłady – mówi ze smutkiem Stanisław Zalewski, którego sprawę rozpatrywał TSUE. – Albo sędziowie TSUE są ignorantami – mimo tytułów profesorskich – albo robią to celowo. Zamykają Polakom drogę do sądu w sprawach, w których są obrażani. Ja mogłem nie być w Treblince, ale nazwanie jej „polskim obozem” mnie – jako byłego więźnia – obraża. Obozów nie tworzyli kosmici. Byli to Niemcy – dodaje.

Dotychczasowa wykładnia przepisu art. 7 pkt 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.U. 2012, L 351, s. 1), tzw. Brukseli II, była odmienna.

Dotychczas sędziowie luksemburscy konsekwentnie stali po stronie poszkodowanych, kształtując pogląd, ugruntowany przez orzeczenie z dnia 25 października 2011 r. w sprawie eDate Advertising i in. (C‑509/09 i C‑161/10, EU:C:2011:685), że w przypadku pomówienia dokonanego za pomocą Internetu, mającego nieograniczony zasięg, osoba poszkodowana może pozwać zagraniczny podmiot odpowiedzialny za to pomówienie w państwie, w którym znajduje się jego tzw. „centrum spraw życiowych”. Najczęściej jest to miejsce zamieszkania osoby pomówionej lub jej siedziba (w przypadku jednostek organizacyjnych).

Nie zgadzamy się z tym, że już sam fakt, że wypowiedź może wywoływać negatywne skutki w różnych państwach członkowskich, nie musi prowadzić do uchybienia zasadzie przewidywalności wywodzonej z motywów 15 i 16 rozporządzenia nr 1215/2015. Zasada ta jest spełniona już przez to, że wydawca inkryminowanej wypowiedzi, mając świadomość, że swoim działaniem godzi w poczucie wartości i godności Polaków (w szczególności byłych więźniów obozów zagłady lub członków ich rodzin), którzy mogą mieszkać w różnych państwach członkowskich, musi liczyć się z tym, że może być pozwany w każdym z tych potencjalnych państw. Tak samo sam fakt, że członkowie grupy społecznej, której dyfamacyjna wypowiedź dotyczy, mogą mieszkać w różnych państwach, nie przesądza o braku możliwości rozważenia skutków procesowych w sferze jurysdykcji krajowej.

Wyrok TSUE szokuje i przeraża gdy czytam, że TSUE nie może ustalić, czyje dobra osobiste mogą być naruszone określeniem „polski obóz zagłady Treblinka”. Z naiwnością dziecka sędziowie tłumaczą, że osoba ta, czyli Stanisław Zalewski, cyt. nie została w żaden sposób wskazana, czy to bezpośrednio, czy też pośrednio, w opublikowanym artykule” – mówi mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra, pełnomocnik Stanisława Zalewskiego.  

Nie możemy oprzeć się wrażeniu że mamy do czynienia z jakimś rodzajem dyskryminacji, skoro polscy obywatele nie mogą wywodzić swojego prawa do pozwania niemieckiego wydawcy przed polskim sądem na zasadzie art. 7 pkt 2 rozporządzenia nr 1215/2015 tylko dlatego, że wypowiedź jest tego rodzaju, że potencjalnie poszkodowanych jest więcej i mogą mieć swoje centrum spraw życiowych w innych państwach członkowskich.

Oznacza to, że dobrodziejstwo tego przepisu nie ma zastosowania do przypadków, gdy wypowiedź ma potencjalnie wielu poszkodowanych, czyli w sytuacji, gdy wypowiedź w większym stopniu zasługują na negatywną ocenę, niż w przypadku, gdy poszkodowany jest tylko jeden. Trudno zaś przyjąć, aby dyrektywy wykładni płynące z motywów 15 i 16 rozporządzenia nr 1215/2015 faworyzowały sprawców pomówień wielu poszkodowanych, bądź defaworyzowały poszkodowanych pomówień grupowanych.

Wyrok TSUE oznacza, że polskie sądy nie będą chciały rozpoznawać powództw o „polskie obozy” wywiedzione przeciwko niemieckim wydawcom. Polacy, aby domagać się ochrony swoich dóbr osobistych, będą musiały wytoczyć powództwo przeciwko wydawcy w państwie, w którym ma on swoją siedzibę.

W przypadku niemieckich wydawnictw, będzie trzeba skierować pozew przed sądem niemieckim. Jak zaś pokazała sprawa Pana Karola Tendery, niemieccy sędziowie Federalnego Trybunału Sprawiedliwości nie mieli skrupułów, aby objąć ochroną niemieckiego wydawcę, powołując się na niezrozumiałą wykładnię swobody wyrażania opinii. Mało tego, nawet nie starali się wyważyć, czy specyficznie rozumiana swoboda wypowiedzi nie powinna ustąpić prawie Pana Karola Tendery do ochrony jego poczucia godności naruszonego przez wypowiedzi niemieckich dziennikarzy.

Tym samym wyraźnie dały znać podległym im jurdykacyjnie niemieckim sądom powszechnym do zrozumienia, że interes niemieckich dziennikarzy jest ważniejszy niż dobra osobiste polskich obywateli i właśnie w taki sposób mają rozstrzygać podobne sprawy.

r.pr. Lech Obara – Stowarzyszenie Patria Nostra w Olsztynie

Kredytobiorca ma prawo do nieuwagi. To bank powinien go odpowiednio pouczyć!

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził w najnowszym orzeczeniu, że Dyrektywa 93/13 chroni każdego konsumenta, a nie tylko tego, którego można uznać za dostatecznie uważnego i rozsądnego.

Innymi słowy –  na podstawie dyrektywy w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, ochrona nie zależy od zachowania konsumenta, choćby było niedbałe czy nieuważne przy zawieraniu umowy kredytu.

TSUE odpowiadał na pytania prejudycjalne Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli zadane w sprawie umowy małżeństwa frankowiczów i ich rodziców z bankiem. Umowy, której dokładnie nie przeczytali oraz nie zrozumieli. Sąd Rejonowy chciał rozwiać wątpliwość, czy można w takim przypadku udzielić ochrony i orzec abuzywność postanowień umowy zawartej przez konsumenta.

Udzielając odpowiedzi, TSUE wskazał, że za taką odpowiedzią przemawia fakt, że konsument jest w słabszej pozycji niż bank zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i stopnia poinformowania i nierzadko godzi się na postanowienia umowne, nie mając wpływu na ich treść.

Wyzysk nad wyzyskami. Nawet po śmierci…

W ostatnich latach rolnicy nie mieli łatwo. Susze, powodzie, plony nieurodzajów… Wszystko to sprawiało, że część z nich – chcąc uratować gospodarstwa – zaciągała kredyty i pożyczki. Stąd już prosta droga do wpadnięcia w spiralę zadłużenia. Tak właśnie stało się w przypadku Dariusza Racławskiego z miejscowości Polkajmy w gminie Jeziorany, który gospodaruje na 25 hektarach.

Zarówno on, jak i cała jego rodzina mają zaciągnięte kredyty w bankach. Te jednak udzielane są na „cywilizowanych” warunkach”. Niestety, pech chciał, że we wrześniu 2020r. mężczyzna trafił w gazecie na ogłoszenie firmy pożyczkowej, która reklamowała się, że udziela pożyczek „szybko, tanio i bez zabezpieczeń”. Mając na głowie komornika, Dariusz Racławski skusił się i zawarł tę pożyczkę. Fakt, była szybka. Nie była jednak ani tania, ani „bez zabezpieczeń”.  Spółka ta wręcz wykorzystała przymusowe położenie rolnika, czyli brak środków na spłatę wcześniejszego zobowiązania u innego pożyczkodawcy.

Firma RH Invest sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu udzieliła Dariuszowi Racławskiemu pożyczki w wysokości 170 tys. złotych. Dodatkowo zastrzegła sobie kwotę 54,4 tys. złotych prowizji za jej udzielenie. Łącznie daje to do spłaty 224,4 tys. złotych. Jak łatwo obliczyć – prowizja stanowi aż 32 proc. pożyczonej sumy.

To jednak nie koniec lichwiarskich działań firmy pożyczkowej. Bulwersujące i wręcz szokujące jest także zabezpieczenie spłaty tejże pożyczki. Prowadzący tę sprawę radca prawny z kancelarii mec. Lecha Obary stwierdził, że tego typu zabezpieczenia widział tylko …na swoim egzaminie radcowskim. Egzaminujący sędzia celowo tak formułował pytania, żeby „zagmatwać” sprawę i dać adeptom zawodu pole do rozwiązania złożonego problemu prawniczego.

W przypadku Dariusza Racławskiego zabezpieczeniami spłaty pożyczki były:

  1. Hipoteka na nieruchomości w wysokości 450 tys. złotych (różnica prawie 230 tys. złotych mogłaby być przeznaczona na ewentualne odsetki karne i inne koszty, które mogłyby wyniknąć podczas windykacji);
  2. Poręczenie zobowiązania przez matkę dłużnika (stworzenie sobie możliwości dochodzenia długu nie tylko od dłużnika, ale także od osoby trzeciej, w tym przypadku poprzez wejście na emeryturę, bo matka dłużnika nie posiada żadnego majątku);
  3. Weksel wystawiony przez pożyczkodawcę (aby łatwiej było sprzedać wierzytelność poprzez tzw. indos, co zwalnia z możliwości przedstawienia zarzutów przeciwko kredytodawcy i daje sposobność szybkiego uzyskania tytułu wykonawczego oraz egzekucji, ponieważ na rolnika przerzucono obowiązek zapłaty 4/5 wpisu sądowego, gdy będzie chciał wnieść zarzuty);
  4. Weksel wystawiony przez poręczyciela, czyli matkę dłużnika (patrz wyżej: szybkość egzekucji z emerytury);
  5. Pełnomocnictwo udzielone firmie pożyczkowej, uprawniające do podziału gospodarstwa na osobne działki i jego zbycia i odbioru ceny kupna (umożliwia to sprzedaż gospodarstwa bez konieczności uzyskania wcześniej jakichkolwiek tytułów wykonawczych; zastrzeżenie w pełnomocnictwie, że pełnomocnik – spółka RH Invest, może być drugą stroną czynności prawnych, czyli firma pożyczkowa de facto może zostać nabywcą i sama sobie sprzedać nieruchomość);
  6. Pełnomocnictwo do ustanawiania kolejnych hipotek na nieruchomościach (pożyczkodawca, mając już ustanowioną jedną hipotekę stworzył sobie możliwość wpisywania kolejnych hipotek);
  7. Oświadczenie rolnika o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Oznacza to, że firma pożyczkowa może od razu skierować sprawę do komornika, bez konieczności przeprowadzania postępowania sądowego (pożyczkodawca może bardzo łatwo uzyskać tytuł wykonawczy poprzez bezpośrednie skierowanie sprawy do komornika i uzyskanie tam stosownej pieczątki, a dłużnik traci możliwość obrony swoich praw przed sądem);
  8. Oświadczenie matki rolnika o dobrowolnym poddaniu się egzekucji (uproszczony system egzekucji z emerytury matki poprzez czynności jak wyżej);
  9. Dodatkowo rolnik musiał zrzec się swojego prawa do wypowiedzenia wyżej opisanego pełnomocnictwa. A zasadą jest, że każde pełnomocnictwo może być w każdym czasie wypowiedziane. Czyli jeżeli mocodawca nie jest zadowolony z usług pełnomocnika, to może wypowiedzieć mu pełnomocnictwo.
  10. Rolnik musiał złożyć oświadczenie, że jego pełnomocnictwo nie wygaśnie z chwilą jego śmierci. A zasadą jest – co wynika z istoty pełnomocnictwa – że wygasa ono z chwilą śmierci mocodawcy (innymi słowy – logiczne jest, że kiedy umiera mocodawca, to pełnomocnictwo wygasa, jednak ponieważ Dariusz Racławski podpisał taką umowę, to wszystkie wyżej opisane czynności będzie można robić nawet po jego śmierci);
  11. Nałożenie na najbliższe osoby rolnika z nim zamieszkujące (ojciec, matka, siostra)  obowiązku zrzeczenia się przysługujących im wszystkich służebności osobistych (służebności dożywotniego zamieszkania w domu rodzinnym). Zapis ten wprowadzono po to, żeby łatwiej było sprzedać nieobciążone służebnościami nieruchomości gospodarstwa.

Zdaniem mec. Obary mamy tu do czynienia z art. 388 kodeksu cywilnego. Stanowi on, że:

„Jeżeli jedna ze stron, wyzyskując przymusowe położenie, niedołęstwo lub niedoświadczenie drugiej strony, w zamian za swoje świadczenie przyjmuje albo zastrzega dla siebie lub dla osoby trzeciej świadczenie, którego wartość w chwili zawarcia umowy przewyższa w rażącym stopniu wartość jej własnego świadczenia, druga strona może żądać zmniejszenia swego świadczenia lub zwiększenia należnego jej świadczenia, a w wypadku gdy jedno i drugie byłoby nadmiernie utrudnione, może ona żądać unieważnienia umowy”.

Wyzyskiem jest też lichwa, co z kolei wpisuje się w art. 304 kodeksu karnego. Stanowi on, że:

„Kto, wyzyskując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.