Tym żyjemy! Nasz Dziennik: Puste deklaracje Niemiec

Stanisław Zalewski był więźniem niemieckich obozów Auschwitz-Birkenau i Mauthausen-Gusen FOT. R. SOBKOWICZ
Stanisław Zalewski był więźniem niemieckich obozów Auschwitz-Birkenau i Mauthausen-Gusen FOT. R. SOBKOWICZ

Sobota-Niedziela, 7-8 marca 2026, Nr 55 (8526)

Rafał Stefaniuk

Stowarzyszenie Patria Nostra domaga się, aby ambasador Niemiec w Polsce wsparł 100-letniego Stanisława Zalewskiego walczącego ze skandalicznymi określeniami „polskie obozy śmierci”

Czas mija, a Polacy – ofiary niemieckiego przemysłu mordowania ludzi w czasach II wojny światowej – nie doczekali się sprawiedliwości. Ze strony Niemców padają zapowiedzi chęci wyrównania krzywd, ale tylko osobom żyjącym. – Jednak w tej sprawie nie dzieje się zupełnie nic. Niemcy nie chcą otwierać tej furtki, bo realizują strategię odkładania tego tematu w czasie – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Głosicielem oficjalnej narracji Berlina – o rzekomej chęci uregulowania tych spraw, jest ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, Stowarzyszenie Patria Nostra, które od lat z powodzeniem pro bono walczy z kłamstwami przypisującymi Polsce sprawstwo lub współudział w Holokauście, wystąpiło do dyplomaty z apelem o zaangażowanie się w zadośćuczynienie krzywd, których ze strony Niemców, a później niemieckich mediów, doznał ich klient – ponad 100-letni Stanisław Zalewski. – Nasz klient był ofiarą niemieckich obozów śmierci, a teraz prowadzi spór z niemieckimi mediami, które machinę Holokaustu przypisują nam, Polakom. Jeżeli ambasador Berger twierdzi, że Niemcy chcą wykonać gest humanitarny w stosunku do jeszcze żyjących ofiar, to jest to najlepsza pora – podkreśla w rozmowie z nami mec. Lech Obara, przewodniczący Stowarzyszenia Patria Nostra.

To również jedna z odsłon toczącego się sporu o to, czy polskie sądy mają prawo rozpatrywać skargi przeciwko niemieckim mediom, które nad wyraz chętnie używają kłamliwego określenia „polskie obozy śmierci”.

Z roku na rok ubywa osób, które bezpośrednio doświadczyły cierpienia ze strony Niemców podczas II wojny światowej. Szacuje się, że rok temu było ich 60 tys., a obecnie jest ich już 50 tys. Wśród nich jest Stanisław Zalewski, który w październiku 2025 r. skończył 100 lat. Od 2017 r. walczy on o prawdę, o to, aby niemiecki wydawca „Mittelbayerischer Verlag” przeprosił za przypisanie Polakom budowy obozu w Treblince i aby wynagrodził krzywdę, którą tym stwierdzeniem wyrządził. – Uważam, że apel Stowarzyszenia Patria Nostra do ambasadora Niemiec o zainteresowanie się sprawą Stanisława Zalewskiego to ruch nie tylko symboliczny, lecz także strategiczny. Skoro strona niemiecka deklaruje gotowość do humanitarnego gestu, oto nadarza się okazja, by te słowa sprawdzić w praktyce – podkreśla w rozmowie z nami Paweł Kubala, politolog.

To jest bardzo ważny wątek w niezwykle istotnej sprawie. Stanisław Zalewski jest prezesem honorowym Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Jako młody człowiek był więźniem niemieckich obozów Auschwitz-Birkenau i Mauthausen-Gusen. – Dla byłego więźnia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego określenie „polski obóz zagłady” nie było językową pomyłką ani niefortunnym skrótem myślowym. Było zniewagą. Uderzeniem w prawdę historyczną i w godność tych, którzy przeszli przez piekło – podnosi mec.Lech Obara. Dlatego zdecydował się na krok, który dla człowieka w jego wieku wymaga niemałej determinacji: pozwał regionalny portal Mittelbayerische Zeitung.

Stowarzyszenie Patria Nostra potraktowało tę sprawę pro bono. Na podstawie artykułów 23 i 24 Kodeksu cywilnego w imieniu swojego klienta wniosło o nakazanie zapłaty 50 tys. zł, czyli równowartości 12 tys. euro, na rzecz Związku Byłych Więźniów KL. – Nasz klient nie domaga się pieniędzy dla siebie. Chodzi o społeczne zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. A to jest bardzo ważne – wskazuje mec. Lech Obara. Jak wyjaśnia, kwota ta miałaby charakter wyłącznie częściowej rekompensaty. I warto nadmienić, że środki z odszkodowania zostałyby przeznaczone na bieżące funkcjonowanie Związku. – To są konkretne koszty, które dla tak ważnej organizacji jak Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych są bardzo ważne. Otóż, czynsz, media czy obsługa administracyjna – to wszystko kosztuje. A każda złotówka jest na wagę złota – przyznaje mec. Lech Obara.

Organizacja ta wraz z odchodzeniem ostatnich świadków historii traci nie tylko swoich członków, lecz także finansowe podstawy działania. Jak zauważa sam Stanisław Zalewski, wpływy ze składek dramatycznie maleją, bo maleje liczba tych, którzy mogą je opłacać. – To jest wielki problem współczesnych czasów, że potrzebujących w Polsce jest bardzo dużo i Polacy nieraz pokazali, że mają wielkie serce. Jednak na co dzień nie pamięta się o wszystkich, także tych, którzy przeszli piekło obozów koncentracyjnych – zauważa prof. Mieczysław Ryba.

I chociaż spór z niemieckim wydawcą ma początek w 2017 r., to ciągle nie widać jego końca. Sprawa przeszła długą i wyboistą drogę prawną. Po wyczerpaniu ścieżki przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polskim Sądem Najwyższym, 26 listopada 2025 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że roszczenie majątkowe Związku może być dochodzone przed polskim sądem. Uchylił wcześniejsze postanowienie, które odbierało polskim sądom kompetencję do rozpatrywania spraw związanych z używaniem sformułowania „polskie obozy”. To rozstrzygnięcie ma znaczenie nie tylko dla tego konkretnego procesu, lecz także dla przyszłych sporów o ochronę dobrego imienia ofiar.

– Warto odnotować, że roszczenia Stanisława Zalewskiego popiera Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich. To sygnał, że nie mamy do czynienia z prywatną krucjatą, lecz ze sprawą o szerszym wymiarze prawnym i społecznym – akcentuje mec. Lech Obara. I tu się otwiera kolejny kontekst tej opowieści.

Gest humanitarny

– Z uwagą przeczytałem wywiad, którego ambasador Niemiec w Polsce Miguel Berger udzielił dziennikowi „Rzeczpospolita”. I byłem zdumiony jego treścią – stwierdza prawnik. Otóż dyplomata w tym wywiadzie odniósł się do sprawy „gestu humanitarnego dla ostatnich żyjących polskich ofiar”. Wspomniał też, że: „oferta niemiecka wydała się stronie polskiej niewystarczająca”, a chodziło o 200 mln euro. – Teraz więc chodzi o złożenie kolejnej oferty – mówił niemiecki dyplomata.

Dlatego też Stowarzyszanie Patria Nostra wystosowało list do ambasadora Bergera, aby zainteresował się sprawą Stanisława Zalewskiego i jego sporem z niemieckim wydawcą. – Zwróciliśmy się do ambasadora Niemiec z prośbą o podjęcie mediacji między Stanisławem Zalewskim, reprezentującym Związek Byłych Więźniów KL, a redakcją „Mittelbayerische Zeitung” z siedzibą w Monachium. Celem byłoby polubowne zakończenie sporu poprzez wpłatę równowartości 50 tys. zł w euro na rzecz Związku – tłumaczy mec. Lech Obara. W zamian powód cofnąłby skargę kasacyjną wniesioną do Sądu Najwyższego, w której domaga się dodatkowo potwierdzenia prawa polskich sądów do rozpoznawania roszczeń niemajątkowych, w tym żądania przeprosin.

Mamy do czynienia z działaniem wykraczającym poza dotychczasowe schematy. – Rola ambasadora w takiej sytuacji nie jest czysto ceremonialna. Dyplomata reprezentuje państwo i jego polityczną wolę. Może być przekaźnikiem dobrej woli albo tarczą chroniącą przed niewygodnymi tematami – stwierdza Paweł Kubala. Gdyby w odpowiedzi na apele Stowarzyszenia Patria Nostra Berlin zdecydował się na realne, choćby częściowe rozwiązanie tej sprawy, byłby to sygnał o znaczeniu wykraczającym poza wymiar finansowy. To byłby dowód, że za deklaracjami idą czyny.

Co istotne, ugoda nie musiałaby oznaczać wyłącznie wpłaty ze strony samej redakcji. – Uważamy, że satysfakcjonującą nas alternatywą mogłoby być wsparcie ze strony innego niemieckiego podmiotu, choćby organizacji pozarządowej. Taki gest, określany jako „mały humanitarny krok wobec ostatnich żyjących polskich ofiar”, miałby wymiar nie tylko finansowy, lecz przede wszystkim symboliczny – zwraca uwagę prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

Autorzy apelu deklarują gotowość do rozmów o każdym z możliwych wariantów zakończenia sporu, który bez wątpienia nie służy relacjom polsko-niemieckim. Trudno nie odnieść wrażenia, że wraz z deklaracjami ambasadora Bergera o chęci udzielenia pomocy ofiarom zbrodniczej polityki ich przodków – ugoda byłaby czytelnym sygnałem, że obu stronom zależy na tym, aby nierozliczone kwestie przeszłości nie zatruwały współczesnej współpracy. – W gruncie rzeczy stawką nie jest jedynie 50 tys. zł. Stawką jest elementarna prawda o historii i szacunek wobec tych, którzy przeżyli najgorsze doświadczenia XX wieku – podsumowuje mec. Lech Obara.

Artykuł dostępny na stronie:
https://wp.naszdziennik.pl/2026-03-07