
Przed polskim sądem nie można żądać przeprosin za określenie „polskie obozy”, które pojawiło się na niemieckim portalu, ale można ubiegać się z tego tytułu o pieniężne zadośćuczynienie.
Publikacja: 28.11.2025 04:41
Dzięki orzeczeniu Sądu Apelacyjnego w Warszawie, wydanemu w ostatnią środę na posiedzeniu niejawnym, spór, czy polskie sądy mają kompetencje badać pozwy za pomówienia, które padły za granicą o „polskie obozy zagłady”, ma szansę na rozpatrzenie w Polsce.
Sprawa „polskich obozów” ciągnie się już od 8 lat
Nierozstrzygnięta kwestia, czy polskie sądy mają jurysdykcję do rozpoznawania takich spraw, blokuje od 2017 r. merytoryczne rozpatrzenie sprawy o to, że regionalny bawarski portal Mittelbayerische użył na swoich stronach określenia „polski obóz” w stosunku do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Urażony tym stwierdzeniem były więzień Auschwitz, obecnie 100-letni Stanisław Zalewski, prezes Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, zażądał przed polskim sądem przeprosin oraz wpłacenia 50 tys. zł na cel społeczny.
TSUE: za zwrot „polskie obozy”, użyty w Niemczech, nie można pozywać w Polsce
Pełnomocnicy niemieckiego portalu zakwestionowali prawo polskiego sądu do orzekania w tej sprawie, wskazując, że taki proces powinien toczyć się przed niemieckim sądem. Gdy sprawa trafiła po raz pierwszy do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sąd ten wysłał pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Z wyroku TSUE, który zapadł w czerwcu 2021 r., wynikało, że obywatel polski nie może przed polskimi sądami dochodzić roszczeń za zwrot o „polskich obozach” w niemieckich mediach – jeśli nie został w nich z nazwiska wskazany.
Po wyroku TSUE Sąd Apelacyjny jeszcze w lipcu 2021 r. odrzucił więc pozew Zalewskiego, uznając, że powinien zostać wniesiony do sądu w Monachium.
Sąd Najwyższy uznał, że sprawę „polskich obozów” trzeba rozpatrzyć jeszcze raz
Rozpoznając następnie skargę kasacyjną Stanisława Zalewskiego, Sąd Najwyższy uchylił w lutym 2025 r. postanowienie SA, wskazując, że orzeczenie TSUE dotyczyło rozpatrywania całego pozwu – tzw. jurysdykcji pełnej, czyli „orzekania o całości krzywd i poniesionych szkód”, co nie wykluczało rozpatrywania przez sąd krajowy szkody, którą publikacja mogła spowodować w danym kraju.
Dodajmy, że przed orzeczeniem SN głos w sprawie zabrał rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek, nie godząc się ze stanowiskiem SA, całkowicie wykluczającym jurysdykcję polskiego sądu w przypadku takich roszczeń, jak to Stanisława Zalewskiego.
Po kasacji, w środowym postanowieniu SA wprawdzie uznał niedopuszczalność rozpoznawania takiego pozwu w Polsce co do żądania przeprosin oraz zakazania pozwanemu dalszych naruszeń, ale dopuścił prowadzenie sprawy w zakresie roszczenia majątkowego – o pieniężne zadośćuczynienie.
Jest szansa na sprawiedliwość w sprawie zwrotu „polskie obozy”
Pełnomocnicy Stanisława Zalewskiego, mecenasi Lech Obara i Szymon Topa, oświadczyli, że najnowsze orzeczenie sądu apelacyjnego otworzyło im drogę do rozpoznania tej sprawy przed polskimi sądami – niestety tylko w zakresie roszczeń majątkowych.
Jednak prawnicy wskazują, że przy rozpoznawaniu takiej zawężonej sprawy, czyli o zapłatę zadośćuczynienia pieniężnego, sąd wcześniej musi zbadać, czy doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda.
Należy więc teraz czekać na merytoryczne rozpatrzenie skargi kasacyjnej przez SN.
Sygnatura akt: V ACz 811/25
Źródło: rp.pl