Kto obroni prawdę?

Fałszywe pomówienia na temat „polskich obozów” powinny rozpatrywać polskie, a nie niemieckie sądy. Prawnicy Patria Nostra składają kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który odrzucił skargę dotyczącą użycia określenia „polski obóz” przez jedną z niemieckich gazet. Wniosek skierował Stanisław Zalewski, były więzień Auschwitz, prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Reprezentujący go prawnicy z Patria Nostra domagają się przekazania sprawy do polskiego sądu. – Będziemy do końca bronić prawa byłych więźniów obozów koncentracyjnych do polskich sądów, ponieważ to przed polskimi, a nie niemieckimi sądami powinni stanąć kłamcy o „polskich obozach” – wyjaśnia mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

Czytaj dalej – Nasz Dziennik

Nie oddamy sprawy „polskich obozów” pod niemieckie sądy

Byli więźniowie Auschwitz i Treblinki pukają do Sądu Najwyższego. Czy Sąd usłyszy ich wołanie?

Chyba czekają na moją śmierć – mówi 97-letni Stanisław Zalewski, prezes Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, któremu Trybunał w Luksemburgu (TSUE) nakazał zwrócić się o sprawiedliwość nie do polskiego, ale do niemieckiego sądu w Monachium.Radio.Maryja.pl – cały artykuł

Nie oddamy sprawy „polskich obozów” pod niemieckie sądy

opinie.olsztyn.pl – artykuł

Byli więźniowie Auschwitz i Treblinki pukają do Sądu Najwyższego. Czy Sąd usłyszy ich wołanie?

– Chyba czekają na moją śmierć – mówi 97-letni Stanisław Zalewski, prezes Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, któremu Trybunał w Luksemburgu (TSUE) nakazał zwrócić się o sprawiedliwość nie do polskiego, ale do niemieckiego sądu w Monachium.

Była to odpowiedź TSUE na pytania prejudycjalne Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie pozwu wytoczonego bawarskiej gazecie Mittelbayerische Zeitung za nazwanie obozu w Treblince „polskim obozem zagłady”. Dotychczas, od 2009r. polskie sądy w Warszawie, Białymstoku i Krakowie nie miały wątpliwości, że są właściwe. Takich wątpliwości co do właściwości polskich sądów w sprawach „polskich obozów” nie miały nawet sądy niemieckie – w Moguncji, Koblencji, a nawet Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe, rozpatrujący sprawę Karola Tendery. I nagle pojawił się „szlaban”.

– Będziemy do końca bronić prawa byłych więźniów obozów koncentracyjnych do polskich sądów – zapewnia mec. Lech Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra. – Bo to przed polskimi, a nie niemieckimi sądami powinni stanąć kłamcy o „polskich obozach” – dodaje.

Przypomnijmy, że – najkrócej opisując – TSUE w dniu 17 czerwca 2021 roku w sprawie C-800/19 orzekł, że Polak nie może przed polskimi sądami dochodzić przeprosin i ewentualnie odszkodowań za sformułowanie o „polskich obozach”, pojawiające się w niemieckich mediach , o ile nie został indywidualnie wskazany w ich publikacjach.

Trybunał wyinterpretował to z art. 7 pkt 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.U. 2012, L 351, s. 1), tzw. Brukseli I.

– Według tego artykułu Niemcy stają się sędziami we własnej sprawie, co jest przecież kuriozalne – słusznie oburza się w tygodniku Do Rzeczy dr Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości. – To absurd, ale też ogromne niebezpieczeństwo – dodaje. Wyrok ten wzmacnia możliwość prowadzenia kłamliwej narracji o historii i zakłamywania tej historii.

Tymczasem warszawski Sąd Apelacyjny bezkrytycznie wprowadził w czyn orzeczenie luksemburskiego Trybunału. Odrzucił pozew Stanisława Zalewskiego uznając, że polskie sądy nie są właściwe, by rozstrzygnąć jego sprawę. Pozew musi złożyć w odległym o ponad tysiąc kilometrów Monachium.

– Trybunał w Luksemburgu, a za nim polscy sędziowie chyba nie chcieli dostrzec alternatywnej do ich interpretacji prawa europejskiego tzw. „reguły mozaiki” – wyjaśnia mec. Szymon Topa ze Stowarzyszenia Patria Nostra. Reguły ugruntowanej przez TSUE w orzeczeniu z dnia 7 marca 1995r. w sprawie C-68/93 Fiona Shevill (Rec 1995, str. I-00415).

A tamże Trybunał podkreślił, iż osoba poszkodowana przez artykuł prasowy rozpowszechniony w kilku państwach członkowskich może domagać się odszkodowania od wydawcy zarówno przed sądem państwa, gdzie wydawca tej publikacji ma siedzibę, jak i również przed sądem państwa członkowskiego, w którym ta publikacja została rozpowszechniona i gdzie poszkodowany doznał krzywdy z powodu naruszenia jego godności narodowej i tożsamości narodowej. Czyli sprawa Stanisława Zalewskiego mogła być rozpatrywana przez polski sąd.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w składzie: s. Marzena Konsek-Bitkowska, s. Beata Byszewska i s. Dagmara Olczak-Dąbrowska odrzucając pozew Stanisława Zalewskiego całkowicie pominął „regułę mozaiki” nie dając nawet jakiegokolwiek uzasadnienia (sic!).

Z tych też powodów prawnicy Stanisława Zalewskiego z kancelarii mec. Lecha Obary, działający w Stowarzyszeniu Patria Nostra wnoszą kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie (I ACz 605/19, I C 88/18) do Sądu Najwyższego. Chcą, by ten zmienił postanowienie SA i uchylił odrzucenie pozwu. Odrzucenie, którego żądali pełnomocnicy niemieckiego wydawcy. I sprawę skierował do polskiego sądu.

– Gdyby stało się inaczej i musiałbym stanąć przed niemieckim sądem w Monachium, to prawdę mówiąc …już dziś nie mam na to siły. Niemieckie sądy mogą tak długo czekać z wyznaczeniem terminu pierwszej rozprawy – a potem kolejnych – bym tak jak Karol Tendera przed niemieckim Trybunałem Konstytucyjnym nie doczekał wyroku – z żalem podsumowuje Stanisław Zalewski.

Bo tak jak w sprawie Karola Tendery – roszczenia osób obrażanych z chwilą śmierci wygasają automatycznie. Na szczęście Jerzy Tendera, syn Karola Tendery, mógł wnieść skargę do Trybunału Strasburskiego na kuriozalny wyrok niemieckiego SN, uznający kłamstwo o „polskich obozach” za przejaw wolności słowa, chronionej niemiecką Konstytucją.

Problem też w tym, że skarga kasacyjna może „polec” już w tzw. „przedsądzie”. To bowiem konkretny sędzia, do którego trafiła kasacja i i jego osobisty pogląd decyduje, czy kasację przekazać dalej do rozpatrzenia przez Sąd Najwyższy w normalnym trybie. Czy też uznać, że sprawa Stanisława Zalewskiego nie zasługuje na rozpatrzenie…

– A może Rzecznik Praw Obywatelskich dr hab. Marcin Wiącek mógłby mnie poprzeć w trybie Amicus Curiae (Przyjaciel Sądu), by jednak SN zajął się moją sprawą. Wszakże mamy tu do czynienia z podstawowym prawem człowieka. Prawem do najbliższego, tj. polskiego sądu – zastanawia się Stanisław Zalewski. – Wzmocniłoby to siłę argumentów moich pełnomocników – podnosi z nadzieją były więzień Auschwitz.

– Również Prokurator Generalny mógłby wyrazić Sądowi Najwyższemu gotowość do wyrażenia stanowska w sprawie w trybie art. 398 [8] par. 1 k.p.c. – dodaje mec. Szymon Topa.

Wniosek ten popierają liczne stowarzyszenia, którym los byłego więźnia i losów jego skargi leży na sercu.

Aneta Markowska

SN zdecyduje w sprawie „polskich obozów”. Byli więźniowie Auschwitz i Treblinki wołają o sprawiedliwość

Po bulwersującym orzeczeniu TSUE, a wcześniej Federalnego Trybunału Sprawiedliwości w Karlsruhe, sprawa „polskich obozów” znajdzie swój finał w Sądzie Najwyższym. – Chyba czekają na moją śmierć – mówi rozgoryczony 97-letni Stanisław Zalewski, który poczuł się dotknięty kłamliwymi i szkalującymi Polaków publikacjami w niemieckich mediach. – Niezależna.pl – zachęcamy do przeczytania artykułu.

Można wygrać z wierzycielem! Mamy na to patent…

To kolejny sukces naszej Kancelarii! Wygraliśmy ze znaną firmą windykacyjną.

Dzięki opracowanemu przez Kancelarię „patentowi” udało się uzyskać korzystne dla naszego klienta rozstrzygnięcie.

Sąd Rejonowy w Olsztynie w sprawie o sygn. akt. XC2150/21 oddalił powództwo firmy windykacyjnej w całości. Zasądził też zwrot kosztów procesu.

Nasz klient może spać spokojnie stając się człowiekiem wolnym od długu w wysokości ponad 22 tys. złotych, którego nie byłby w stanie samodzielnie spłacić.

Dopięliśmy swego! Opineo pod lupą prokuratury i UOKiK

Zakupy internetowe stają się coraz bardziej popularne. Pozwalają na za oszczędzenie czasu i znalezienie potrzebnego towaru bez wychodzenia z domu, co bywa szczególnie dogodne w dobie pandemii. Nie zawsze jednak realizacja tak zawartej umowy przebiega bez zastrzeżeń. Czasami można trafić na sklep, który w rzeczywistości nie istnieje. Taki problem spotkał grupę ponad 260 konsumentów, którzy zakupili sprzęt AGD na hot-agd.pl  i nie otrzymali swoich lodówek czy pralek. Większość z nich dokonując zakupów bazowała na pozytywnych opiniach w sieci, na platformach opiniowych, które później okazały się fałszywe. W przypadku osób, które zgłosiły się po pomoc do naszej Kancelarii była to platforma Opineo.pl.

Mechanizm ten doskonale opisała red. Małgorzata Kolińska-Dąbrowska w artykule „Nie wierz we wszystkie opinie, które przeczytasz w sieci”:

Po rozmowach z pokrzywdzonymi, mecenas Lech Obara wraz z Poseł Iwoną Arent złożyli zawiadomienie do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta dotyczące podejrzenia stosowania praktyk naruszających  zbiorowe interesy konsumentów przez serwis opiniodawczy.

– Patrząc na tę sprawę nawet nie z prawnego, ale czysto ludzkiego punktu widzenia, taka firma jak Opineo.pl powinna wykazać się chociaż odrobiną staranności, zbierając i upubliczniając opinie o innych podmiotach gospodarczych – ocenia mec. Obara

Prezes UOKiK w obszernym piśmie odpowiedział, że „z uwagi na możliwe nieprawidłowości w sposobie moderowania opinii w serwisach internetowych (w tym również nieskuteczne wykrywanie fałszywych opinii), o których mowa w zawiadomieniu, prezes urzędu do końca 2021r. podejmie dalsze działania mające na celu weryfikację procesu dodawania oraz moderowania opinii przez serwisy udostępniające opinie”.

Wskazał także, że  problem fałszowania opinii i manipulowania nimi stał się przedmiotem zainteresowania Unii Europejskiej. W 2019 r. przyjęto dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady UE 2019/2161, która wyraźnie zakazuje zamieszczania fałszywych opinii i manipulowania opiniami. Jest częścią projektu unowocześnienia unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumenta przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi w warunkach e-commerce. Jej implementacja przewidziana jest na listopad 2021r.

To jednak nie wszystkie nasze działania w tej sprawie. Poseł Iwona Arent, przy wsparciu prawników naszej Kancelarii złożyła zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów w Warszawie. Dotyczyło ono udostępnienia na portalu Opineo.pl 88 pozytywnych opinii dotyczących sklepu hot.pl-agd. Z kolei postępowanie w przedmiocie działalności tego sklepu prowadzone jest przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie.

Prokuratura bardzo poważnie podeszła do tematu. Niedawno otrzymaliśmy postanowienie o wszczęciu śledztwa i uznania, że zachodzi w tej sprawie „uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Śledztwo dotyczy „udostępnienia w okresie od 27 lutego 2021r. do 21 marca 2021r. w Warszawie, w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, na portalu Opineo.pl 88 pozytywnych opinii, dotyczących sklepu internetowego hot-agd.pl, czym uwiarygodniono działalność wymienionego sklepu i ułatwiono podmiotowi, który go prowadził doprowadzenie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej co najmniej 200 osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (…) poprzez wprowadzenie w błąd co do zamiaru wywiązania się zawartych na odległość umów sprzedaży sprzętu AGD (…).

Co ważne, aby skonsolidować pokrzywdzone osoby, prawnicy Kancelarii pomogli pokrzywdzonym powołać Stowarzyszenie Stop Przestępstwom Internetowym którego głównym celem jest pomoc prawna, a także podejmowanie, prowadzenie i popieranie wszelkich inicjatyw i działań prowadzących do podnoszenia świadomości prawnej obywatel w zakresie ochrony praw konsumenta.  

Kolejny sukces naszej Kancelarii. Onet przeprasza Macieja Szymanowskiego: – „Sugestie w artykule nie polegały na prawdzie”.

Portal Onet musiał przeprosić dyrektora Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej Macieja Szymanowskiego. Powodem jest naruszenie jego dobrego imienia. Do zniesławienia doszło w tekście „Instytut Współpracy PiS-u i Fideszu. Jak rząd za miliony krzewi miłość do Orbana” autorstwa Janusza Schwertnera. Pełnomocnikiem Macieja Szymanowskiego była Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy”.

Maciej Szymanowski swój pozew motywował tym, że w publikacji pojawiły się w jego kierunku „nieprawdzie twierdzenia o domniemanym udziale w dysponowaniu środkami publicznymi w okresie zatrudnienia w MSZ”. W spornym artykule Janusz Schwertner twierdził też m.in., że „Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej, który miał zajmować się krzewieniem wspólnego dziedzictwa, stał się propagandową machiną PiS”.

Szymanowski zarzucał też Onetowi formułowanie pod jego adresem „nieprawdziwych twierdzeń o domniemanym udziale w dysponowaniu środkami publicznymi w okresie zatrudnienia w MSZ”.

Teraz na początku wspomnianego tekstu autorstwa Janusza Schwertnera opublikowane zostały przeprosiny następującej treści:


„Wydawca Portalu Internetowego Onet oświadcza, że nie polegały na prawdzie zawarte w artykule z dnia 18 marca 2019r. autorstwa Janusza Schwertnera, pt: »Instytut Współpracy PiS-u i Fideszu. Jak rząd za miliony krzewi miłość do Orbana«, sugestie, aby Pan Maciej Szymanowski, jako pracownik MSZ, zatwierdzał przetarg i doprowadził w 2013r. do przyznania FRMO dotacji publicznej. Za to naruszenie jego dobrego imienia wydawca Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie niniejszym przeprasza”.

– To już kolejna sprawa z zakresu ochrony dóbr osobistych, której się z sukcesem podjęliśmy – ocenia mecenas Lech Obara.

Przypomnijmy najważniejsze procesy o ochronę dóbr osobistych, wygrane przez Kancelarię Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy”

Kancelaria reprezentowała Jerzego Szmita, prezesa warmińsko-mazurskiego oddziału Prawa i Sprawiedliwości w procesie przeciwkodziennikowi Fakt (Ringier Axel Springer).

24 sierpnia 2020 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku doręczył postanowienie Sądu Najwyższego o odmowie przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej złożonej przez wydawcę dziennika Fakt Gazeta Codzienna i obciążył go kosztami postępowania kasacyjnego. Sprawa dotyczyła nieprawdziwych informacji opublikowanych w papierowym i internetowym wydaniu Faktu, a dotyczących rezygnacji Jerzego Szmita ze stanowiska wiceministra budownictwa i infrastruktury. W tekście z 2017 r. pojawiły się pośrednie zarzuty korupcyjne oraz sugestie, jakoby CBA prowadziło czynności kontrolne w stosunku do Jerzego Szmita. Naruszało to dobra osobiste byłego już wiceministra.Ringier Axel Springer Polska został zobowiązany do przeproszenia Jerzego Szmita na łamach dziennika „Fakt Gazeta Codzienna” i portalu internetowego „Fakt.pl” i zapłaty 25 tys. zł na wskazany cel społeczny (zabytkowy pałac w Jaszunach na Litwie).

W roku 2013 Kancelaria reprezentowała Lucie S. w wygranej sprawie przeciwko Super Expressowi. Dziennik napisał, że MSZ przyznało Fundacji Rozwoju Myśli Obywatelskiej dotację w wysokości 1,4 mln zł z puli środków przeznaczonych na projekt „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą”. Według gazety fundacja została zarejestrowana półtora miesiąca przed rozpoczęciem konkursu na przyznanie środków, a jej prezesem jest znajomy Sławomira Mitrowskiego, doradcy wiceministra spraw zagranicznych Janusza Ciska. W Fundacji – jak napisał „SE” – pracować miała również Lucie S., żona Macieja Szymanowskiego, asystenta Ciska. Gazeta musiała sprostować tę oczywistą nieprawdę.

Kancelaria reprezentowała też Macieja Szymanowskiego, którego zwolniono z pracy w MSZ ze stanowiska asystenta ministra  w wyniku wprawy opisanej wyżej. Również z sukcesem.

Reprezentowanie swoich interesów, jeśli chodzi o dobra osobiste powierzyła nam także spółka PKP Telkol. OPZZ zdecydował się wycofać pozew przeciwko naszemu klientowi, co poczytujemy za nasz duży i znaczący sukces.

Prawnicy kancelarii prowadzą także sprawy o ochronę dóbr osobistych na terenie Niemiec. Chodzi o pojawiające się w tamtejszych mediach zwroty typu „polskie obozy zagłady”. Wytoczyliśmy procesy znaczącym niemieckim mediom: Axel Springer SE (wydawca dziennika Die Welt), Mittelbayerischer Verlag KG z siedzibą w Regensburgu, Tommorow Focus Media GmbH (wydawca) Focus Online, telewizja publiczna ZDF oraz rozgłośnia radiowa Bayerischer Rundfunk.

„Czarna owca” olsztyńskiej Palestry trafi za kraty

Dobiegł końca proces Krzysztofa K. – byłego olsztyńskiego adwokata, nazywanego też „czarną owcą Palestry”. Jego zatrzymanie w maju 2017 r. stało się sensacją nie tylko w olsztyńskim środowisku prawniczym – temat podjęły wszystkie media ogólnopolskie. Wszystko to działo się w latach 2012-2016. Były adwokat 4 lata temu trafił do aresztu z 12 zarzutami. Były to m. in. oszustwa, wyłudzenia mieszkań i działek, nakłanianie do składania fałszywych zeznań, fałszowanie i ukrywanie dokumentów a także  przywłaszczenie powierzonych mu pieniędzy w wysokości około 100 tys złotych.

Wraz z Krzysztofem K. na ławie oskarżonych zasiedli też jego rodzice, na których były adwokat przepisywał wyłudzone nieruchomości. Wczoraj (3 listopada 2021r.) Sąd Okręgowy w Ostrołęce wydał w tej sprawie wyrok (II K 47/18). Za wszystkie przestępstwa wymierzył Krzysztofowi K. łączną karę 4 lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz 80 tys. złotych grzywny (800 stawek dziennych grzywny, przy czym wysokość jednej stawki to kwota 100 złotych). Krzysztof K. dostał też zakaz wykonywania zawodu adwokata lub radcy prawnego na okres 10 lat. Musi również zwrócić koszty ustanowienia pełnomocnika z wyboru jednej ze stron.

Jaki był schemat działania olsztyńskiego (byłego) adwokata? Otóż Krzysztof K. na przykład wprowadził w błąd swoją klientkę, która przeniosła prawa własności atrakcyjnych działek o wartości 1 mln zł na rodzinę byłego adwokata i jego kolegę.

Ta sprawa to modelowy przykład jego przebiegłego działania. Zaczęła się w roku 2012. Krzysztof K., jeszcze jako aplikant, zajął się sprawą spadkową 50-letniej wówczas Agnieszki Sz. z okolic Olsztyna. W spadku przypadło jej ponad 8 ha gruntów ojcowizny pod Rypinem, w tym dwie atrakcyjne działki nad jeziorem. Agnieszka Sz. mogła ziemię sprzedać, ale połowa jej licznego rodzeństwa ubiegała się o zachowek. I wtedy pojawił się Krzysztof K. Obiecał, że tak poprowadzi tę sprawę, że puści rodzeństwo „z torbami”,  jeśli tylko Agnieszka Sz. …przepisze ziemię na niego (sic!) Czynił też wiele zabiegów, aby zyskać jej przychylność i zaufanie. Odwiedzał w szpitalu (kobieta zachorowała na raka), dawał kwiaty, dopytywał się o zdrowie.  Agnieszka Sz. „połknęła haczyk”. Wkrótce doszło do podpisania u notariusza w Olsztynie trzech aktów notarialnych. Krzysztof K. nie przepisał bowiem ziemi na siebie. Interes ten polegał na tzw. przeniesieniu własności majątku na jego rodziców, teścia oraz kolegę. W sumie dotychczasowa właścicielka „sprzedała” trzy działki o łącznej powierzchni ponad 6 ha, których wartość prokuratura szacuje na 1 mln zł. Formalnie (i notarialnie?!) za każdą z nich miała dostać ledwie od 15 do 20 tys. zł, ale i tych pieniędzy nigdy nie ujrzała. Kiedy żegnała się ze swoimi łaskawcami, jeden miał wsunąć jej do kieszeni kopertę, w której było 10 tys. złotych. Zapłatę za milczenie szybko wydała na zakup lekarstw. Tajemnica wyszła na jaw dopiero po czterech i pół roku.

Z kolei z pewnym starszym małżeństwem K. zawarł umowę na udzielenie 30 tys. zł pożyczki, uzyskując prawo własności mieszkania za 120 tys. zł. A gdy nieświadomi konsekwencji ludzie nie zwrócili w terminie pieniędzy, kazał im opuścić lokal, do czego nie doszło tylko dlatego, że poprosili o pomoc innego prawnika.

Prowadzenie usług pożyczkowych jest sprzeczne z etyką adwokacką, ale Krzysztof K. dodatkowo próbował „naciągnąć” klientów na fikcyjne kwoty. Od emerytowanego lekarza wojskowego Zbigniewa Z. żądał zwrotu 67 tys. zł, choć realnie pożyczył mu zaledwie 11 tys.

Zbigniew Z. pilnie potrzebował pieniędzy z powodu sytuacji rodzinnej. Na budynku przy ul. Kopernika w Olsztynie, obok tablicy kancelarii adwokackiej Krzysztofa K. zauważył szyld o udzielaniu pożyczek. Umówił się telefonicznie.  Adwokat dał mu 800 zł, na które podpisali umowę, wliczając 10 proc. odsetek. Do tego podpisał deklarację wekslową i weksel in blanco. Kiedy w ustalonym czasie Zbigniew Z. chciał zwrócić pieniądze, Krzysztof K. sam zaproponował kolejną, już większą pożyczkę, a od kwoty 5 tys. zł odliczył wcześniejsze 880 zł. Na oczach klienta podarł wcześniejszą umowę i podpisał nową, zachowując ten sam numer. Historia powtarzała się jeszcze kilkakrotnie, ale suma pożyczek na papierze w ciągu czterech miesięcy 2014 r. nie przekroczyła 17 tys. zł, choć realnie klient dostał ok. 11 tys. zł. Lekarz oddał 13 300 zł, a kiedy uznał, że odsetki są na poziomie lichwiarskim, chciał o nie walczyć w sądzie. Wtedy dotarł do niego – poprzez sąd – nakaz zapłaty… 67 tys. zł! Skąd taka kwota? Adwokat miał przerobić numer na jednej umowie, w której wpisał na nowo 50 tys. zł, a resztę umów zachował, w obecności klienta niszcząc jedynie kopie.

Podobne sposoby zastosował wobec kilku innych osób.

Poszkodowani połączyli siły. Sprawy trafiły do prokuratury. Wszczęto śledztwo, które za pierwszym podejściem zakończyło się umorzeniem. Dopiero gdy sąd przychylił się do odwołania złożonego przez mecenasa Lecha Obarę, pełnomocnika jednego z pokrzywdzonych, Zbigniewa Z., prokurator Anna Grygo-Janusz postawiła byłemu adwokatowi 12 zarzutów. Krzysztof K. albo zasłaniał się niepamięcią, albo dziwił pretensjom pokrzywdzonych, którzy „powinni wiedzieć, co podpisują”.

– Tyle że podpisywali oni w dobrej wierze, pod wpływem osoby zaufania publicznego, jaką jest adwokat – ocenia mec. Lech Obara.

Tak samo uznały zarówno prokuratura, jak i sąd, nakładając na Krzysztofa K. trzymiesięczny areszt, który potem był dwukrotnie przedłużany.

W międzyczasie Krzysztof K. został najpierw zawieszony, a potem pozbawiony prawa wykonywania zawodu i wykreślony z listy adwokatów. Co ciekawe i bulwersujące – mimo młodego wieku (w momencie zatrzymania miał zaledwie 37 lat), Krzysztof K. ”dorobił się” aż 30 postępowań dyscyplinarnych! Dotyczyły one niepłacenia składek, aroganckich i zniesławiających starszych kolegów wypowiedzi, jak również rozliczeń finansowych z klientami, fałszowania dokumentów czy prowadzenia sprawy, w czasie gdy był już zawieszony.

W trakcie procesu Sąd przeanalizował wiele tomów akt. Przesłuchano kilkudziesięciu świadków. Zbigniew Z. w trakcie procesu mówił, że jego celem jest posłanie pazernego adwokata za kraty. I wygląda na to, że swój cel osiągnął. Mimo że wyrok jest nieprawomocny.